marek-kowalczyk

Witam!

Nazywam się Marek Kowalczyk. Jestem praktykiem zarządzania projektami.

Z zespołem MANDARINE Project Partners pomogłem zrealizować na czas największy w Europie projekt IPO: wejście na giełdę PGE SA.

Jestem współzałożycielem wydawnictwa MINT Books.

Prowadzę studia podyplomowe z zakresu zarządzania projektami.

Piszę tu o zarządzaniu projektami, łańcuchu krytycznym, złej wielozadaniowości (zławiel), teorii ograniczeń Goldratta.

Jak wybrać studia podyplomowe z zarządzania projektami?

Jak wybrać studia podyplomowe z zarządzania projektami?

Jest kilka rodzajów programów w zarządzaniu projektami. Chodzi mi szczególnie o studia podyplomowe, ale ze szkoleniami jest bardzo podobnie. Różnią się one bardzo między sobą, ale używają tego samego określenia w nazwie: „Zarządzanie projektami”. Jednak podobieństwo nazwy jest tu bardzo mylące. Jeśli kupujesz rakietę i dostaniesz rakietę, to możesz się srodze zawieść, jeśli myślałeś o rakiecie do tenisa, a dostałeś rakietę śnieżną. Albo kosmiczną.

Przygotowanie do wyboru

Wybierając studia podyplomowe z zarządzania projektami warto jest zastosować jedną z podstawowych zasad tej dziedziny: zasadę nadrzędności celu nad sposobami jego osiągnięcia. Otóż ukończenie studiów podyplomowych jest tylko sposobem. Jeśli zastanawiasz się nad wyborem studiów, to znaczy, że intuicyjnie odczuwasz potrzebę zmiany — chcesz osiągnąć jakiś cel, bo obecny stan rzeczy jest z jakiegoś powodu niezadowalający. Odpowiedz sobie pisemnie (koniecznie pisemnie) na poniższe pytania.

  1. Co takiego w obecnej rzeczywistości powoduje Twoje niezadowolenie prowadzące do tego, że rozważasz podjęcie studiów? Czy jest to jakiś problem, czy szansa? (Niskie zarobki? Brak satysfakcji z pracy? Nowe możliwości w firmie? Coś innego?)
  2. Co takiego chcesz osiągnąć zamiast? (Podwyżka? Robienie codziennie tego, co lubisz? Coś jeszcze?)
  3. Czy rzeczywiście chcesz poświęcić kilkanaście weekendów (a niekiedy i nawet 2 lata) i wiele tysięcy złotych na osiągniecie tego celu? Naprawdę? (Może lepszą opcją będzie po prostu zmiana stanowiska albo pracodawcy? Albo wprowadzenie z dawna zaległych porządków w życiu?).

Odłóż odpowiedzi do szuflady na kilka dni. Potem przeczytaj je na głos samemu lub komuś innemu. Posłuchaj, jak to brzmi. Podyskutuj ze sobą. Bądź bezwzględnie uczciwy względem siebie.

Rodzaje programów podyplomowych

Czy po tym ćwiczeniu studia podyplomowe z zarządzania projektami są nadal atrakcyjną opcją? Jeśli tak, to przyjrzyjmy się różnym rodzajom dostępnych programów. Zaproponowana przeze mnie typologia jest czysto subiektywna i tak najlepiej ją traktować.

  1. Programy z nastawieniem na certyfikację wg popularnych standardów
  2. Programy z nastawieniem na obsługę software
  3. Programy w zakresie pisania i rozliczania projektów europejskich
  4. Programy z nastawieniem na prowadzenie projektów informatycznych
  5. Programy typu „kafeteryjno-bufetowego”
  6. Programy dla startupów
  7. Programy typu „lody waniliowe”
  8. Programy oparte o „wiedzę głęboką”

Oczywiście typologia ta ma charakter poglądowy i można spotkać programy będące mieszanką zarysowanych tu typów.

1. Programy z nastawieniem na certyfikację wg popularnych standardów

W praktyce są to, w kolejności popularności: PMI PMBOK, PRINCE2, IPMA. To w gruncie rzeczy kursy uczące, jakie odpowiedzi dawać na egzaminie, podobne do kursu na prawo jazdy. Nie będziesz po tym co prawda umieć jeździć w normalnym ruchu po mieście ani w trasie, ale będziesz znać wszystkie odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania egzaminacyjne.

Ja osobiście nie lubię tego rodzaju kursów, ale niektórym są one potrzebne, żeby mieć papiery. Popularne w środowiskach korporacyjnych, miłe widziane przez działy HR, dobry argument przy negocjowaniu wynagrodzenia, a niekiedy wręcz twardy wymóg rekrutacyjny.

Wg mnie nie powinien to być nigdy pierwszy kontakt z formalną wiedzą o zarządzaniu projektami, ponieważ tworzy wiele błędnych wyobrażeń i nawyków, które potem trudno odkręcić. Uczestnik myli często know-what z know-how. Czyli uczy się opowiadać o tym, jaka jest historia roweru, jaka jest budowa roweru, jaka jest procedura jazdy na rowerze — ale nigdy na ten rower nie wsiada.

Dodatkowym problemem jest to, że często przekazywane koncepcje są, w najlepszym razie, bezużyteczne, a w najgorszym — wręcz szkodliwe. Przykład: metoda wartości wypracowanej (Earned Value), której zastosowanie wywołuje opóźnienia w projektach.

Ostateczna rekomendacja: „kupuj bardzo ostrożnie”, jeśli koniecznie potrzebujesz „papierka”. Alternatywnie, rozważ zakup książki przygotowującej do wybranego przez Ciebie egzaminu. Zdziwisz się, co można dostać na Amazon.com za $29.95.

2. Programy z nastawieniem na obsługę software

Szczególnie popularny jest tu MS Project, ale na szczęście jest tego teraz dużo mniej, niż jeszcze parę lat temu. Wielu ludzi popełnia elementarny błąd myląc klawiszologię z zarządzaniem projektami: nie napiszesz przecież „Hamleta” po kursie Worda. Ale przecież Ty tak nie myślisz.

Nie wymaga to więc specjalnego komentarza, ale dla porządku: w niektórych projektach trudno pracować bez odpowiedniego software zarządczego, jednak nigdy nie jest to MS Project. To narzędzie jest beznadziejnie błędne, m.in. dlatego, że zawiera zaszyte w sobie błędne metody pracy w projektach, takie jak np. wspomniana już metoda wartości wypracowanej. Dlatego widząc w programie zajęcia MS Project od razu bym uciekał, gdzie pieprz rośnie. No chyba że chcesz uczestniczyć w wielomiesięcznej prezentacji sprzedażowej.

3. Programy w zakresie pisania i rozliczania projektów europejskich

To już naprawdę nie ma nic wspólnego z zarządzaniem projektami, tak jak ja je rozumiem. Rakieta kosmiczna. Nie ten sklep.

Tytułem osobistego komentarza: w mojej ocenie projekty europejskie są żmudne, nudne, przeciwskuteczne biznesowo i moralnie wątpliwe. Opierają się bowiem o zasadę świadomego paserstwa: dostajesz pieniądze zabrane siłą innym ludziom. Ewentualnie mogę sobie jeszcze wyobrazić odebranie od rządu pieniędzy w kwocie równej sumie zapłaconych (zagrabionych firmie) podatków. Ale i tak związana z przygotowaniem i rozliczaniem wniosków mitręga, szykany biurokratyczne, opóźnienia i ogólne poczucie absurdu to dla mnie za duży współczynnik zawracania gitary.

Lepiej wziąć bardzo dobrego doradcę podatkowego, założyć spółkę w UK lub Hong-Kongu i konto w dobrym banku działającym w oparciu o pełną rezerwę. Trzep równo kasę i daj sobie spokój z eurokomuną.

4. Programy z nastawieniem na prowadzenie projektów informatycznych

Często jest tu SCRUM, Agile i elementy inżynierii oprogramowania. Jest to dobry wybór, jeśli jesteś i chcesz pozostać mocno w świecie IT. Dobrze poprowadzony program tego rodzaju da Ci solidną wiedzę zawodową.

Moja obawa związana z tymi programami polega jedynie na tym, że ryzykujesz zbyt wąskie spojrzenie i syndrom sześciolatka z młotkiem: wszystko jest gwoździem („Agile jest dobre na wszystko”.) Widziałem już firmy, w których nawet kolejka bieżących zgłoszeń (support tickets) była zarządzana przez SCRUM. No tak się nie robi — nie jemy zupy widelcem!

To są jednak tylko moje osobiste preferencje do posiadania „wiedzy głębokiej”, a nie samych specjalistycznych umiejętności technicznych. O ile do tej pory byłem malkontentem i raczej odradzałem inne rodzaje programów, to w tym przypadku wystawiam rekomendację „kupuj ostrożnie” — jesteś w 100% pewien, że chcesz pozostać w świecie IT. Nie daj się jednak zwieść religii Agile.

5. Programy typu „kafeteryjno-bufetowego”

Nazwałem je tak tylko przez grzeczność. W gruncie rzeczy chodziło mi o totalny misz-masz bez konkretnego pomysłu, bez myśli przewodniej. Powstają głównie (choć nie tylko) na uczelniach państwowych w celu zapewnienia godzin dydaktycznych zasłużonym, utytułowanym pracownikom nauki polskiej.

Poznać je można po dużej ilości godzin, kadrze mocno profesorskiej oraz po różnych dziwnych przedmiotach o luźnym związku z tematem, typu: negocjacje, prawo handlowe, organizacja i zarządzanie itd.

Uciekać z krzykiem.

6. Programy dla startupów

Relatywna nowość na polskim rynku. Nie mają słowa „zarządzanie projektami” w tytule, ale z doświadczenia moich studentów wiem, że często wybierają oni właśnie zarządzanie projektami jako pomysł zdobycie wiedzy o uruchomieniu firmy. Niestety, typowe programy z zakresu zarządzania projektami nie mają tu nic mądrego do zaoferowania.

Jeśli chcesz założyć firmę (często technologiczną), to w zdecydowanej większości przypadków będzie to dla Ciebie bardzo dobry wybór. Oczywiście jakość takiego programu może być różna, ale co do zasady jest to coś, czego szukasz.

Słowo ostrzeżenia: uważaj na akceleratory. One czasem niezbyt dużo dają realnej wartości, ale chcą bardzo duży kawałek firmy, np. 20% prawie za nic na start. Jeśli tylko masz jakiekolwiek pieniądze, to lepiej jedz chińszczyznę z supermarketu i zapłać gotówką za studia. Nie oddawaj tak wcześnie tak dużego kawałka firmy. Co będzie potem? Nie chcesz przecież zostać pracownikiem etatowym założonej przez siebie spółki.

Drugie ostrzeżenie dotyczy bańki internetowo-giełdowej. Obecna bonanza się skończy, i to wielkim krachem. Tylko nikt nie wie dokładnie kiedy. Ale takie są prawa fizyki biznesowej, zwanej austriacką teorią cykli gospodarczych — poczytaj o tym w sieci. Uwzględnij tę możliwość w swoich planach życiowych i przygotuj się psychicznie na to, że nie ze swojej winy w którymś momencie możesz wszystko stracić, i to tuż przed wielkim finałem.

Ostatnia drobna uwaga biorąca się z mojej obsesji „wiedzy głębokiej”: raczej jej tam nie zdobędziesz.

7. Programy typu „lody waniliowe”

Prawie każdy lubi lody waniliowe. Nic specjalnego, ale nie ma się do czego przyczepić. Podstawowe podstawy w sam raz dla „techników projektowych”.

Niestety, w Polsce wanilia jest zawsze zmieszana z dziegciem: gdzieś się zaplącze MS Project albo metoda wartości wypracowanej albo Gantt albo PERT albo jakaś podobna szkarada.

Gdyby istniała czysta wanilia (tj. podstawowa, solidna wiedza i miejętności — umiejętności są tu kluczowe!), to byłaby to bardzo dobra oferta dla ludzi szukających konkretnych konkretów, bez zagłębiania się w fundamenta zarządzania projektami.

Kiedyś prowadziłem takie programy, ale z racji wspominanej już kilkakrotnie obsesji „wiedzy głębokiej” przestałem to robić. Może ktoś przejął pałeczkę?

Nie wiem.

Oceniają program „wanilia” sprawdź, czy nie ma w nim wyżej wspomnianych szkarad. Jeśli taki znajdziesz, to napisz do mnie — po sprawdzeniu będę rekomendować.

8. Programy oparte o „wiedzę głęboką”

Moja idée fixe to właśnie tego typu programy, choć wiem, że nie są one dla wszystkich. Mam bowiem preferencję graniczącą z obsesją, żeby naprawdę zrozumieć otaczającą mnie rzeczywistość i poznać rządzące nią prawa. Uważam bowiem, że projekt to jak operacja na żywym organizmie firmy. A ja się dużo lepiej czuję w roli Dr. House, a nie rozbierającego półtuszę pracownika działu mięsnego w znanej i lubianej sieci spożywczej.

Ten poradnik ma charakter czysto subiektywny, ale chciałbym móc podpowiedzieć Ci jakiś program tego typu prowadzony przez kogoś innego, ale po prostu nie znam takiego. Jeśli znajdziesz coś ciekawego — napisz do mnie.

Sprawdzę i będę polecać.

Pozostaje mi więc swego rodzaju autopromocja. Prowadzę taki programy z zakresu zarządzania projektami na Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Oparty jest on przede wszystkim o teorię ograniczeń Goldratta — to najlepsza znana mi „wiedza głęboka” zawierająca jednocześnie bardzo skuteczne, konkretne narzędzia.

Idea tego programu jest następująca:

Kierownik projektu zarządza realizacją sensownego projektu przez 100 dni.

Nie chcę robić tu sobie zbytniej autoreklamy, bo to poradnik, a nie broszura marketingowa — sam więc decyduj, czy chcesz wejść na stronę programu i dowiedzieć się więcej.

Wrzutki nie są sposobem na współpracę

Wrzutki nie są sposobem na współpracę

0